Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów
    Forum ·Ośrodki ·Członkostwo ·Kontakt ·Wesprzyj nas
Działy
Racjonalista.pl
O nas


Wyjdź z ukrycia
Licznik odwiedzin
Zarejestrowaliśmy
45.976.741 odwiedzin
Ponad 1074 autorów napisało
dla nas 5692 tekstów.
Zajęłyby one 22107 stron A4
Zawartość
Sonda
 Fala skandali seksualnych w Kościele:
dopiero się rozwija
osiągnęła szczyt
już wygasa
  

Oddano 133 głosów.
Ogłoszenia
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Książka "Racjonalisty"
Złota myśl Racjonalisty
Im więcej zainwestowałeś w swoją religię, tym mocniej jesteś motywowany do ochraniania tej inwestycji.
W którym miejscu historii jesteśmy? - PSR
 Społeczeństwo » Laicyzacja

W którym miejscu historii jesteśmy? [1]
Autor tekstu: Anthony C. Grayling

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

W którym miejscu historii jesteśmy? Czy zbliżamy się do końca historii ludzi, albo dlatego, że czynimy nasz świat miejscem nie nadającym się do zamieszkania, albo dlatego, że wojny i konflikty, które nas wiecznie dręczą, nasilą się do poziomu katastrofy? Czy też jesteśmy na początku historii, dopiero co zdobywszy środki - dzięki technice i jej obietnicy dla edukacji, zdrowia, komunikacji i globalnej zgody — które pomogą nam wreszcie zmądrzeć na tyle, by żyć w pokoju i byśmy całkowicie mogli poświęcić naszą wspólną energię i zasoby na dążenie do postępu?

Odpowiedź na oba pytania brzmi „tak" — i wcale nie jest to sprzeczność. Możemy być blisko końca ludzkiej historii z powodu zniszczenia środowiska lub wymknięcia się konfliktów spod kontroli — a prawdopodobnie z obu powodów, ponieważ każdy z nich pogarsza ten drugi. Jeśli jednak przetrwamy zmianę klimatu i groźbę wojen nuklearnych, stwierdzimy, że nadal jesteśmy na wczesnym etapie ludzkiego rozwoju, niedojrzałym etapie, zaledwie młodzieńczym, nadal przywiązani do dziecięcych wiar i praktyk, które hamują nas i powodują pogłębienie zagrożeń naszej egzystencji.

Główną z tych dzielących, uwsteczniających przeszkód są przesądy, z których bynajmniej nie najmniejszą jest zorganizowana postać przesądów — religia. Nie można przecenić hamulca, jaki religia stanowi w ludzkiej historii, stojąc na drodze postępu ku indywidualnemu wyzwoleniu, zdobywaniu i stosowaniu wiedzy naukowej, rozwoju otwartego i pluralistycznego społeczeństwa i przyjęciu humanitarnej moralności, która jest tolerancyjna, szczodra, włączająca i sprawiedliwa i w której fakt bycia człowiekiem, nie zaś pochodzenie etniczne, płeć czy orientacja seksualna jednostek, determinuje sposób, w jaki traktujemy się wzajemnie.

Oczywiście religia nie jest jedynym problemem, przed jakim stoi ludzkość — różne formy niesprawiedliwości, w tym ekonomiczne, także znajdują się między tymi problemami — ale religia jest bardzo wielkim problemem, a w ostatnich latach powróciła i bardziej otwarcie i aktywnie sprzeciwia się nowoczesnemu światu. W Ameryce widzimy kreacjonistów sprzeciwiających się nauce i edukacji naukowej, anglikanie odmawiają poparcia związkom homoseksualnym, katolicy przeciwstawiają się ważnym badaniom medycznym, ultra-ortodoksyjni żydzi prowokacyjnie budują osiedla na ziemi palestyńskiej, hindusi tłuką muzułmanów na śmierć, fundamentalistyczni muzułmanie uciskają kobiety, reagując z infantylną gwałtownością na krytykę ich świętych tekstów i proroków, a bardziej skrajni zachęcają do masowych mordów przez terroryzm. To jest tylko pobieżny przegląd sytuacji nie do zaakceptowania, w której duża część ludzkości pozostaje do pewnego stopnia zniewolona przez mity pochodzące z ciemnej i niepiśmiennej przeszłości sprzed kilku tysięcy lat.

Nastąpiła jednak zasadnicza zmiana postaw wobec religii przez ludzi, którzy nie podzielają jej przekonań. Do końca XX wieku była to postawa wobec „słonia w składzie porcelany". Ludzie niewierzący na ogół milczeli uprzejmie, kiedy spotykali się z kimś, kto deklarował swoją wiarę, chociaż to zazwyczaj tylko tym ostatnim brakowało smaku lub wystarczającego obycia towarzyskiego, by mówić o swoim zaangażowaniu religijnym w — jak można uważać — niewłaściwych momentach, takich jak przyjęcie lub zebranie w pracy. Jedyne publiczne oświadczenia na rzecz religii, wygłaszane przez na oko normalnych ludzi, były oświadczeniami amerykańskich polityków startujących w wyborach; czasami z komicznymi rezultatami. Kandydat demokratyczny z Nowej Anglii, Howard Dean, skłaniany przez swoich „opiekunów" do robienia przyjaznych wobec religii gestów, by zdobyć głosy w tzw. pasie biblijnym, zapytany o ulubioną księgę Nowego Testamentu (proszę zauważyć: Nowego Testamentu) odpowiedział: „Księga Hioba". Nikomu to nie przeszkadzało; coś powiedział o Biblii i to wystarczyło.

Wszystko to jednak zmieniło się w bardzo określonym momencie. Potworność, znana obecnie jako „11 września" — atak samobójczych fanatyków islamskich, wbijających się samolotami w dwie wieże World Trade Center — zmieniła wszystko. Nagle ludzie, zachowujący dotąd uprzejme milczenie w zetknięciu z tymi, których wiara oparta jest na przesądach niepiśmiennych pasterzy kóz, żyjących ponad dwa tysiące lat temu, nie byli już dłużej gotowi zachowywać milczenia ani być uprzejmi. Cała historia religijnego ucisku, represji, opozycji wobec postępu, promocji szaleńczych i morderczych pewników, zdolność usprawiedliwiania straszliwego zła, nagle wkroczyła z hałasem na arenę. Słoń rzuca się po składzie porcelany, zadeptując ludzi na śmierć i uprzejme ignorowanie go nie jest już dłużej opcją.

Krytycy religii mówią teraz otwarcie i zdecydowanie, co naprawdę o niej sądzą - ta otwartość powoduje, że wierni protestują z oburzeniem: ale wierni zapominają, że gdziekolwiek i kiedykolwiek mają przewagę, nie ograniczają się do zdecydowanej mowy przeciwko tym, którzy im się przeciwstawiają, ale podejmują zdecydowane działania: paląc ludzi na stosach, łamiąc ich kołem, wieszając, jak to robią dzisiaj w Iranie, kamienując, jak to robią dzisiaj w Arabii Saudyjskiej, ucinając im głowy, jak to robią dzisiaj w kontrolowanej przez talibów części Afganistanu.

Apologeci religii protestują, że jest to tylko jednostronna karykatura religii: nalegają, byśmy pamiętali o dobroczynności, sztuce, chorałach gregoriańskich, wzniosłych katedrach, pociesze dostarczanej przez wiarę, o duchowym wymiarze życia. Te rzeczy są umyślnie ignorowane przez naszych krytyków, mówią religianci, to daje umyślnie i złośliwie wypaczony obraz religii.

Odpowiadam na to: akty dobroczynności, tworzenie pięknej sztuki, dawanie pociechy, wzmożone poczucie tajemniczości wobec jedności i majestatu wszechświata nie są monopolem ludzi religijnych. Istnieje wielu niewierzących, którzy są dobroczynni, pocieszający, są twórcami i miłośnikami sztuki i głęboko porusza ich wszechświat. Ci ludzie nie uważają, że te rzeczy można wyjaśnić wyłącznie w kategoriach istnienia sił nadnaturalnych, które równocześnie grożą wiecznymi męczarniami niewiernym i gejom oraz skłaniają swoich wiernych do zabijania i umierania za to, w co przesądnie wierzyli dawno temu pasterze kóz. Nie, te pozytywne rzeczy, które obrońcy religii chcieliby zarezerwować dla religii, nie są jej monopolem; ale zabijanie ludzi za rzekome bluźnierstwo i herezję, za wiarę w fałszywych bogów, za profanowanie takich fetyszów jak święte księgi, ikony lub pamięć proroków, za nie noszenie brody, jedzenie mięsa w piątki, bycie kobietą, która ośmiela się myśleć lub wybierać samodzielnie — te przestępstwa popełniane są tylko za specjalną sankcją religii; są oznakami patologii umysłowej, jaką jest wiara religijna.

Jednym z głównych zadań dla zmniejszenia konfliktów i zacofania naszego świata jest więc zmniejszenie utrapień spowodowanych religią. Powiem więc wyraźnie, co przez to rozumiem:

Chodzi tu o trzy dające się rozdzielić, ale w sposób naturalny powiązane debaty. Jest to metafizyczna debata o to, co zawiera wszechświat. Jest to debata o miejscu organizacji i ruchów religijnych w społeczeństwie. I jest to debata o podstawach i naturze etyki. Pierwsza dotyczy kłótni między teistami i ateistami. Druga dotyczy świeckości i stopnia teokracji, na jaki społeczeństwo powinno się zgodzić. Trzecia dotyczy twierdzeń teistów, że nie może istnieć moralność bez niewidzialnej siły policyjnej w niebie, która ukarze cię po śmierci, jeśli zgrzeszyłeś, i nagrodzi za zachowanie zgodne z instrukcjami religii. Humanizm jest zestawem niereligijnych alternatyw dla takiej etyki.

W kolejnych esejach omówię pierwszą i trzecią debatę — metafizyczną i etyczną. Tutaj wystarczy kilka uwag o kwestii świeckości.

W każdym liberalnym społeczeństwie demokratycznym ludzie muszą mieć wolność myślenia i wierzenia w co chcą, pod warunkiem, że nie szkodzi to innym. Problem polega na tym, że religia, aż nazbyt często, szkodzi. Główną zaś przyczyną, że jest w stanie to robić, jest jej wyolbrzymione miejsce w sferze publicznej. Weźmy Wielką Brytanię jako wyraźny przykład: anglikańska wersja chrześcijaństwa jest religią państwową. Dwudziestu sześciu biskupów ma prawo zasiadania w Izbie Lordów, gdzie głosują nad ustawami dotyczącymi całego kraju; szereg emerytowanych biskupów i arcybiskupów ma dożywotnią godność para, żeby rozszerzyć te szeregi. Pieniądze podatników idą na finansowanie szkół wyznaniowych, zamykając w ten sposób dzieci w gettach odrębnych społeczności religijnych — eksperyment, który gwałtownie i tragicznie nie udał się w Irlandii Północnej, ale mimo tego jest rozszerzany na całą Brytanię. Finansowana z publicznych środków BBC, ma specjalną redakcję „Religion and Ethics Broadcasting Unit", która nadaje kilka programów religijnych w każdym dniu tygodnia, w każdym tygodniu w roku. A wszystko to dzieje się mimo, że liczba ludzi regularnie uczęszczających co tydzień do kościołów, meczetów, świątyń i synagog wynosi razem mniej niż 10% populacji kraju. Jest to bardzo wyraźny przykład rażąco wzmocnionego głosu, niezmiernie rozdmuchanej, publicznie subsydiowanej obecności religii na arenie publicznej. Oczywiście, Wielka Brytania w żadnym razie nie jest pod tym względem sama na świecie.

Rozwiązanie? Powinno się uznać religijne organizacje i ruchy, i one same powinny się uznać, za to, czym są: samo ustanowionymi grupami interesu, organizacjami społeczeństwa obywatelskiego tego samego pokroju co partie polityczne, związki zawodowe, grupy nacisku i organizacje pozarządowe. Mają wszelkie prawo istnieć i zabierać głos, ale nie jest to prawo większe niż jakiejkolwiek innej, samo ustanowionej grupy w społeczeństwie obywatelskim. Te inne grupy nie dostają publicznych pieniędzy, nie są wyłączone z opodatkowania, nie mają własnych programów telewizyjnych, miejsc w parlamencie i pieniędzy podatników na prowadzenie szkół do nawracania młodzieży na swój partyjny, związkowy lub filatelistyczny sposób myślenia. Religie wykorzystują swoją historyczną pozycję, by zdobyć olbrzymią przewagę nad innymi takimi organizacjami. Używają jej do krępowania nóg nauki, społeczeństwa i postępu swoimi reakcyjnymi poglądami; w większości państw świata używają jej do ujarzmienia kobiet, mordowania tych, którzy nie zgadzają się z ich wiarą lub nie przestrzegają ich praktyk, usprawiedliwiania wojen i ogólnie — zbyt często — stanowią raka w ciele ludzkości.

Poza zdegradowaniem grup religijnych do szeregów zwykłych organizacji w społeczeństwie obywatelskim przez odebranie im wielu rozmaitych przywilejów, które utrzymują megafon przy ich ustach, pozwalając na nagłośnienie wykraczające poza wszelkie proporcje do ich zasług lub liczebności członków, istnieje trudne pytanie, czy, jeśli chcą prać mózgi swoim małym dzieciom, powinno się im na to pozwolić, nawet jeśli dzieje się to na ich koszt? Zasady liberalne i akceptacja poglądu, że rodzice mają prawo decydowania o wierze i edukacji swoich dzieci, wskazują, że należy to zaakceptować. Niemniej zastanawiam się. Czy społeczeństwo ma obowiązek ochrony dzieci przed prozelityzmem? Pomyśl o szeregu pulchnych niemowląt z plakietkami zwisającymi z ich szyjek: na jednej widać napis „demokrata", na drugiej „komunista", na trzeciej „republikanin" — czy nie bylibyśmy oburzeni? Ale tak samo jest z religią: nikt nie rodzi się muzułmaninem, hindusem lub chrześcijaninem; potrzeba znacznego wysiłku, by z niemowlęcia zrobić wierzącego. Aby zostać żarliwym wyznawcą wiary, jakiego chcą ich rodzice i społeczność, muszą wysłuchać wielu fałszów, zostać napakowane wieloma fantazjami i absurdami i trzeba je pozbawić zdolności samodzielnego myślenia w stopniu wystarczającym, by nie kwestionowały tych fałszów i fantazji.


1 2 Dalej..
 Zobacz komentarze (48)..   


« Laicyzacja   (Publikacja: 25-08-2009 )

 Wyślij tekst mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Anthony C. Grayling
Ur. 1949. Brytyjski filozof i pisarz. Profesor filozofii w Birbeck, Uniwersytet Londynu, oraz gościnny wykładowca St Anne's College w Oxfordzie. Studia filozoficzne oraz doktorat zakończył w Oxfordzie. Jest członkiem Królewskiego Towarzystwa Literackiego oraz Królewskiego Towarzystwa Sztuki. Miał stałą kolumnę w Guardianie, pisze regularnie dla Literary Review i Financial Times, ponadto dla Observer, Economist, Times Literary Supplement, Independent on Sunday oraz New Statesman. Często występuje w radio BBC. Jest redaktorem kilku akademickich czasopism. Przez blisko dziesięć lat był honorowym sekretarzem Towarzystwa Arystotelejskiego. Jest nadto członkiem Światowego Forum Ekonomicznego, członkiem grupy C-100, odpowiadającej za stosunki Zachodu ze światem islamskim. Były szef June Fourth, grupy zajmującej się prawami człowieka w Chinach
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 16  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Cherie Blair - sędzia religijny, ale nie sprawiedliwy
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6752 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika