Czytelnia i książki »
Recenzje i krytykiPo drugiej stronie lustra
Autor tekstu: Anthony C. Grayling
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
John Gray jest dziwną postacią. Swoje notoryczne ataki na humanizm prowadzi z taką śmiałą pewnością siebie i takimi uogólnieniami, że strój błazna okrywa leżący u podstaw gorzki pesymizm. Bo jest on arlekinem: w jego pracach wszystko jest albo czarne, albo białe, a ponadto, kiedy jest czarne, to jest białe i odwrotnie.
W swojej ostatniej książce, trafnie zatytułowanej Black Mass [ 1 ], wszystko jest stosownie ciemne. Powiada nam, że świat jest w złym stanie i nic nie możemy na to poradzić. Być może mamy z tego wywnioskować, że celem autora jest poinformowanie nas o prawdziwym stanie rzeczy, byśmy znali przyczynę naszej depresji, jeśli czujemy się w depresji. Krótko mówiąc książka składa się z powtarzanego zapewnienia, że współczesne świeckie myślenie jest utopijne w swoich aspiracjach, że odziedziczyło te aspiracje od chrześcijaństwa, że przegrało, ponieważ wiara w postęp jest fałszywa i w rzeczywistości jest ostro reakcyjne. Jedyną rzeczą, która je zastąpi, jest jeszcze bardziej apokaliptyczny, inspirowany przez religię konflikt i – co stwierdza z lubością Kłapouchego – wszystko jest czarną rozpaczą.
W istocie trzeba założyć, że chodzi o coś więcej niż tylko powtarzanie pesymizmu i negatywizmu, które są ulubionymi postawami Graya (patrz Słomiane psy), wielokrotnie tutaj przedstawianymi. Głównie chodzi Gray’owi o to, że jest przeciwnikiem ambicji zwolenników postępu świeckiego Oświecenia i ma nadzieję, że zirytuje jego rzeczników, dając Oświeceniu za ojca chrześcijaństwo i – co jest bardzo wyświechtaną, i cięgle powtarzaną bzdurą – nazizm i stalinizm za potomstwo. Jego argumentacja opiera się na tak bardzo błędnych założeniach i jest tak sprzeczna w szczegółach, że do poprawiania jego błędów potrzebowałbym tyle samo papieru, ile on konsumuje popełniając je. Zajmę się więc tylko niektórymi głównymi sprawami.
W celu ustalenia, że świeckie, wypływające z Oświecenia aspiracje są dzieckiem chrześcijaństwa, Gray zaczyna od nazywania każdej postawy czy światopoglądu –„religią”. Wszystko jest religią: katolicyzm Torquemady, pluralizm i empiryzm XVIII wiecznych filozofów, liberalizm, stalinizm. Mówi on o „świeckiej religii” i „politycznej religii” Pozbawia to słowo „religia” wszelkiego znaczenia, czyniąc z niego neutralne, przenośne wyrażenie, jak „postawa” czy „pogląd”. Może on zatem oprzeć się na gigantycznym błędzie dwuznaczności i zasymilować świeckie wartości Oświecenia do chrześcijańskiej narracji o reformowaniu, którego celem jest sprowadzenie złotego wieku.
Przede wszystkim jest to błędna interpretacja chrześcijaństwa, dla którego prawda jest wieczna i narracja jest niezmiernie krótka (bądź posłuszny, a pójdziesz do nieba; bądź nieposłuszny, a nie pójdziesz do nieba); ale, co ważniejsze, Gray całkowicie błędnie rozumie pogląd świecki. Pogląd świecki to prawdziwa narracja o stopniowym polepszaniu kondycji ludzkiej przez edukację i działania polityczne. Gray sądzi, że taki pogląd musi z konieczności być utopijny, jak gdyby wszyscy infantylnie myśleli, że polepszanie sytuacji (dentystyki, rządów prawa, zdrowia dzieci, międzynarodowych mechanizmów rozwiązywania konfliktów i tak dalej i tak dalej), aby w ogóle miało jakiś sens, koniecznie musi mieć za cel realizację idealnego złotego wieku. Tak jednak nie jest: próba polepszania sytuacji nie jest tym samym, co wiara, że sytuację można uczynić doskonałą. Tego Gray zupełnie nie rozumie i to obala jego tezę. A ponieważ tak jest, warto to powtórzyć: ulepszanie nie jest dążeniem do perfekcji.
Czyniąc jednak nonsens ze słowa „religia” Gray zamazuje i zaciera tam, gdzie wymagane są ważne rozróżnienia. Religia jest poglądem, który zasadniczo zakłada zobowiązanie do wiary w istnienie we wszechświecie bytów nadnaturalnych, niemal zawsze pojmowanych jako byty z intencjami i oczekiwaniami w stosunku do istot ludzkich. Jest to mit wypływający z dzieciństwa ludzkości, który przetrwał z powodów zarówno instytucjonalnych, jak i psychologicznych, na ogół z uszczerbkiem dla spraw ludzkich. Większość religii, szczególnie jeśli da im się szansę, podziela totalitarne impulsy stalinizmu i nazizmu (pomyślmy o Torquemadzie i talibach). Przyczyna jest prosta: wszystkie takie monolityczne ideologie wymagają podporządkowania domniemanemu ideałowi, za brak konformizmu zaś grozi kara.
Spytajmy teraz czy wartości świeckiego Oświecenia: pluralizm, demokracja, rządy niezależnego i bezstronnie stosowanego prawa, wolność myśli, badań i słowa oraz wolności jednostki pasują do modelu takiej monolitycznej ideologii jak katolicyzm, islam czy stalinizm. Zapytajmy ponadto, jak Gray wyobraża sobie, że te wartości są bezpośrednim dziedzictwem chrześcijaństwa – chrześcijaństwa Inkwizycji, która paliła na stosach każdego, kto próbował głosić takie właśnie wartości. W rzeczywistości historia współczesnej Europy i świata, który wywodzi się z kultury europejskiej, jest właśnie historią wyzwolenia spod hegemonii chrześcijaństwa. Ośmielam się skierować czytelnika do mojej książki Towards the Light, w której szeroko omawiam to twierdzenie.
A jeśli chodzi o wyświechtaną, starą bzdurę o totalitaryzmach XX wieku: zdumiewa mnie jak ci, którzy powinni zdawać sobie z tego sprawę, mogą nie widzieć, że były to ze swej istoty projekty antyoświeceniowe, z którymi reszta świata opartego na Oświeceniu nie mogła się pogodzić i dlatego je pokonała – nazizm po 17 latach i sowiecki komunizm po 70. Były to projekty antyoświeceniowe, ponieważ odrzucały idee pluralizmu i związanych z tym wolności myśli i człowieka, i w uświęcony tradycją, antyoświeceniowy sposób przemocą narzucały poddanie się monolitycznemu ideałowi. Używały także form i technik religii, od koncepcji myślozbrodni do balsamowania świętych w mauzoleach (Lenin i Mao, jak cały szereg świętych i ich relikwii, zapraszają na pielgrzymki do swoich szklanych trumien). W totalitaryzmie nie chodzi o postęp, ale o zastój; nie chodzi o realizację złotego wieku, ale o podtrzymywanie przymusem mitu o nim. To faktycznie jest rys religii: jest to przeciwieństwo świeckiego dążenia do postępu.
Większość z tego, co osiągnięto na Zachodzie od XVI wieku – szczególnie w naukach ścisłych i realizacji wartości wymienionych powyżej – wyrwano z zaciekle reakcyjnego uścisku religii cal po bolesnym i często krwawym calu. Jak Gray może tak dalece ignorować ten brutalny fakt historyczny, by czynić współczesny, świecki Zachód dziedzicem ideałów i aspiracji tego, o wyzwolenie od czego walczył tak ciężko (a nadal jest przezeń nękany)? Ma on bardzo dziwaczną, urojoną wersję historii. W obliczu centralnego ogrzewania, które daje mu ciepło, nowoczesnej dentystyki, która pozwala mu gryźć orzeszki ziemne, komputera, na którym pisze swoje dziwne książki i samolotów, którymi podróżuje, twierdzi on, że „postęp jest mitem”. Może jednak nie chodzi mu o to, że postęp materialny jest mitem, ale raczej, że jest nim postęp w warunkach politycznych znacznej części ludzkości. Czy uważa, że przejście od feudalnych baronii do powszechnego prawa głosu i niezależnego sądownictwa nie jest postępem? A jeśli nie, to czym jest? Cofnięciem się?
Kiedy Gray pisze: „Bolszewickie i nazistowskie zdobycie władzy były opartymi na wierze wstrząsami społecznymi, tak samo jak teokratyczne powstanie ajatollaha Chomeiniego (…) Sama idea rewolucji jako przekształcającego wydarzenia w historii pochodzi z religii (…)”, to wrzucanie do jednego worka tego, co dla jasności koniecznie należałoby rozdzielić, pozwala mu argumentować w spektakularnym błędnym kole: „świeckie religie” powstały z religii, poniosły porażkę i były nieuchronnie pełne przemocy, ponieważ opierały się na micie postępu, który wymaga przemocy, by podporządkować ludzi, a teraz jedyną rzeczą, która może i chce zająć ich miejsce jest „przemoc wiary”. (Zakładam, że musimy nazywać je przemocą religijnych religii teraz, kiedy nasze zasoby lingwistyczne zostały zdegradowane [zde-Gray-owane?]). Tak więc według Graya wszystko jest rozpaczą, tak jak wszystko jest religią, i od początku dziejów drepczemy w miejscu.
W miarę, jak ta krótka książka posuwa się naprzód, okazuje się, że jest to właściwie rozepchany esej o wojnie w Iraku i o tym, dlaczego projekt Busha szerzenia demokracji kulami nie wychodzi. To doprawdy nie jest nowość i nie wymaga odwrócenia do góry nogami nowoczesnej historii Zachodu. Pogląd Busha na świat jest oparty na antyoświeceniowej inspiracji; wojna w Iraku jest powtórką starej historii, którą większość ludzi na świecie głęboko dezaprobuje (czy Gray tego nie zauważył?).
Gdybym miał dosyć miejsca i czasu, zająłbym się innymi kwestiami, które wymagają tego, co blogersi nazywają „Fisking” – obalenia i poprawy. Jednym z przykładów jest twierdzenie Graya, że chrześcijaństwo wprowadziło pojęcie teleologii do myśli Zachodu. Słucham? A co z pierwszeństwem Arystotelesa? Innym przykładem jest twierdzenie, że XII wieczny opat zwany Joachim z Fiory wprowadził ideę trójstronnej struktury historii ludzkości. Że co? A co z Grekami, starożytnymi Hindusami, z ponad 200 wersjami z całego świata mitu o „epokach ludzkości”, skatalogowanymi przez historyka Giogrio di Santillana? U Graya ciągnie się to przez dziesiątki przypadków śmiało przedstawianych błędów.
Rzeczą, której nie można przepuścić, jest dwuznaczna obrona religii przez Graya, że: „kiedy jest najlepsza (…) jest próbą radzenia sobie z tajemnicą zamiast nadziei, że tajemnica zostanie odsłonięta” i żalu, że „to cywilizujące postrzeganie” (można wydać okrzyk zdumienia) zatraca się w obecnym naporze fundamentalizmów. To boleśnie mętne usprawiedliwienie jednej z najgorszych trucizn zatruwającej sprawy ludzkie nie wytrzymuje krytyki: przyzywanie tajemnicy częściej było potężną wymówką dla czynienia zła niż służbą w sprawie dobra.
Znalazłem jedną rzecz, z którą prawie mogę się zgodzić: Gray mówi, że polityka „kiedy jest najlepsza” nie powinna być uważana za utopijne przedsięwzięcie, ale za sposób radzenia sobie z bieżącymi problemami. Tak: oraz z ulepszaniem warunków życia, gdzie to tylko możliwe, z dobrymi i sensownymi intencjami. Gray zdaje się sugerować, że to ostatnie nie jest możliwe. Na szczęście niewielu ludzi, poza tymi w najgłębszej depresji, podziela ten pogląd.
Recenzja opublikowana pierwotnie w „New Humanist”, lipiec/sierpień 2007
Przypisy:
[ 1 ] John Gray Black Mass: Apocalyptic Religion and the Death of Utopia wydana przez Allen Lane, Londyn 2007. « Recenzje i krytyki (Publikacja:
27-09-2008 )
Anthony C. Grayling Ur. 1949. Brytyjski filozof i pisarz. Profesor filozofii w Birbeck, Uniwersytet Londynu, oraz gościnny wykładowca St Anne's College w Oxfordzie. Studia filozoficzne oraz doktorat zakończył w Oxfordzie. Jest członkiem Królewskiego Towarzystwa Literackiego oraz Królewskiego Towarzystwa Sztuki. Miał stałą kolumnę w Guardianie, pisze regularnie dla Literary Review i Financial Times, ponadto dla Observer, Economist, Times Literary Supplement, Independent on Sunday oraz New Statesman. Często występuje w radio BBC. Jest redaktorem kilku akademickich czasopism. Przez blisko dziesięć lat był honorowym sekretarzem Towarzystwa Arystotelejskiego. Jest nadto członkiem Światowego Forum Ekonomicznego, członkiem grupy C-100, odpowiadającej za stosunki Zachodu ze światem islamskim. Były szef June Fourth, grupy zajmującej się prawami człowieka w Chinach Strona www autora
Liczba tekstów na portalu: 16 Pokaż inne teksty autora Najnowszy tekst autora: Cherie Blair - sędzia religijny, ale nie sprawiedliwy |
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 6105