Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów
    Forum ·Ośrodki ·Członkostwo ·Kontakt ·Wesprzyj nas
Działy
Racjonalista.pl
O nas


Wyjdź z ukrycia
Licznik odwiedzin
Zarejestrowaliśmy
50.819.471 odwiedzin
Ponad 1120 autorów napisało
dla nas 5946 tekstów.
Zajęłyby one 22951 stron A4
Zawartość
Sonda
 Naturalni partnerzy społeczni racjonalistów:
feministki
mniejszości religijne
mniejszości seksualne
środowisko naukowe
pastafarianie
inne
żadne z powyższych
  

Oddano 3948 głosów.
Ogłoszenia
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Anatol France - Kościół a Rzeczpospolita
Andrzej Koraszewski - Ateusza portret własny
Złota myśl Racjonalisty
"Głos racjonalisty jest zdrowym odruchem społecznym, jest aktem samoobrony społeczeństwa przed niebezpieczeństwem opanowania go przez niekontrolowane czynniki"
Zakład Pascala z grabarzem - PSR
 Nauka » Pseudonauka, paranauka

Zakład Pascala z grabarzem
Autor tekstu: Andrzej Koraszewski

Koniec homeopatii — pod takim tytułem „Lancet", jedno z najpoważniejszych medycznych czasopism świata, opublikował przed trzema laty badania porównawcze 110 testów nad „lekami" homeopatycznymi. Powtarzany do znudzenia argument miłośników homeopatii to twierdzenie, że tak naprawdę przecież nie wiemy, bo nie było (lub było zbyt mało) badań nad działaniem owych „leków"."Lancet" wybrał te najpoważniejsze i położył na stole wyniki. Mając w ręku tak trudną do zakwestionowania masę dowodów autorzy raportu najwyraźniej mieli wrażenie, że tym razem pogrzebali tę szarlatanerię raz na zawsze.

Publikacja połączona była z krytyką raportu Światowej Organizacji Zdrowia, który uznając, że nie ma żadnych dowodów na to, iż te leki działają, zdawał się wyrażać pewne zastrzeżenia wobec mówienia o tym głośno.

Uderzający nonsens rozcieńczania niemającego związku z przyczynami choroby preparatu ad absurdum wyśmiewany był tysiące razy i bez żadnych badań wskazuje na próbę cudownej przemiany wody w „lek" na wszystko. Nawet ci, którzy nie są miłośnikami dopatrywania się wszędzie zwykłego oszustwa dla zysku, powinni dostrzec, że produkcja i handel „lekami" homeopatycznymi ma wskaźniki opłacalności od 10X do 300C.

Testy nad działaniem „leków" homeopatycznych przypominają do złudzenia badania nad skutecznością modlitw. Przystępując do tego rodzaju badań z całym rygoryzmem naukowej metody i tak jesteśmy skazani na uzasadniony zarzut, że podejmując je pozbawieni jesteśmy łaski wiary. (Tymczasem to przecież sama wiara ma moc uzdrawiającą.)

Wydaje się, że dalsze badania nad skutecznością „leków" homeopatycznych nie są już potrzebne, zaś walczący z tym akurat wiatrakiem don Kichoci mogą albo uznać swoją przegraną, albo poświęcić się refleksji (a może nawet badaniom) nad ludzką potrzebą bycia oszukiwanym.

Homeopatia nie jest jedynym polem, na którym spotykamy się z niezbitym dowodem, iż potrzeba bycia oszukiwanym jest równie silna jak pociąg seksualny. Mamy tu do czynienia z nieprawdopodobną teorią, którą łatwo sfalsyfikować i którą wielokrotnie oraz skutecznie obalono. Homeopatia jest jak zdechła papuga ze skeczu Monte Pythona. Jednak wiara w jej skuteczność najwyraźniej jakoś wzbogaca życie duchowe klientów. W dziedzinie homeopatii zakład Pascala jest wiecznie żywy.

Jak pamiętamy, zakład Pascala oparty jest na argumentacji sprzedawcy ubezpieczeń. Warto wierzyć w Boga, bo jeśli Bóg jest, to nasza wiara będzie stokrotnie wynagrodzona, a jeśli nie ma, to przecież niewiele tracimy. Wielu autorów podkreślało, że jest to zakład niemądry i amoralny. Amoralny — bo zakłada akceptację poglądów, które wydaję nam się mocno podejrzane, w nadziei na materialne nagrody po śmierci. Niemądry — bo te nagrody po śmierci są delikatnie mówiąc iluzoryczne, a nadzieja wspiera się na założeniu, że Bóg nagradza tylko lizusów (zaś hipokryzja mu w niczym nie przeszkadza), natomiast założenie dodatkowe, że wiara w niczym nie szkodzi, jest ewidentnie fałszywe.

Bóg, podobnie jak homeopatia, jest tylko teorią. Brak dowodów na istnienie Boga (co przyznają również myślący wierzący, ratując się przed rozpaczą zabawnym stwierdzeniem, że brak również dowodów na nieistnienie Boga).

Bóg jest kiepską teorią, gdyż jak wiemy w żaden sposób nie można jej sfalsyfikować. Często jednak przywołuje się argument o szczególnej przydatności teorii o istnieniu Boga w życiu społecznym.

Jeśli idzie o możliwości poznania otaczającego nas świata teoria Boga jest nieprzydatna i wręcz szkodliwa. (Zdaje sobie z tego sprawę wielu wierzących uczonych i głoszą oni zasadę rozdzielonych magisteriów; a niektórzy z nich twierdzą nawet, że wchodząc do laboratorium zostawiają Pana Boga w korytarzu, przy stojaku na parasole). O ile teoria Boga w żaden sposób nie pomaga uczonym, to z całą pewnością zabija pragnienie poznawania natury u dzieci, dając im fałszywe odpowiedzi na podstawowe dla procesu poznania pytania. Można powiedzieć, że religia przekierowuje ludzką ciekawość z rzeczywistości na wirtualny świat aniołków, diabełków, i duchów.

O ile stosunkowo rzadko spotykamy się z argumentem, że religia sprzyja rozwojowi nauki (być może zbyt dobrze jest tu znana historia zwalczania nauki przez religie i częściej słyszymy argument, że jakaś religia mniej przeszkadzała na tym polu niż inne), to szczególnie często podejmowany jest argument o tym, że teoria Boga jest gwarantem ładu społecznego i moralności.

Ten argument trzyma się tylko o tyle, o ile będziemy go odnosili do pierwotnej anarchii i potraktujemy religię jako swego rodzaju analogię do absolutyzmu oświeconego. Absolutyzm oświecony stanowił (zdaniem niektórych zgoła niezbędny) etap na drodze do demokratycznego ładu opartego na prawie, partnerstwie i umowie społecznej. Demokracja wymaga jednak długiego i żmudnego przygotowania, wykształcenia umiejętności posługiwania się wolnościami i tworzenia ładu w drodze negocjacji i kompromisów. Absolutyzm oświecony narzucał odgórnie reguły, których społeczeństwo samo nie umiało jeszcze wyprodukować.

Religie musiały powstawać w czasach, gdy zwiększała się liczebność pierwotnych społeczności i prawo pięści (a nawet maczugi) stawało się niewystarczające, gdyż władca nie wszystkich miał na oku i pojawiła się pilna potrzeba autorytetu moralnego. Ustanowienie autorytetu moralnego siłą było coraz trudniejsze, ustalenie autorytetu moralnego w drodze dyskusji było niemożliwością, pozostawało przesunięcie autorytetu moralnego o piętro wyżej i skorzystanie z naturalniej i odwiecznej tendencji (być może nawet ewolucyjnej adaptacji dającej jakieś nadal nie wyjaśnione korzyści) do czerpania przyjemności z powodu bycia oszukiwanym. Teoria Boga pozwalała kończyć dyskusję o tym co słuszne, gdyż Bóg swoje zdanie szeptał do ucha temu co na górze.

Dobrze przedstawiona opowieść o pogwarce najwyższego kapłana z Panem Bogiem była znakomitą namiastką sportów ekstremalnych, zaś prawo ludu do rozszarpania jakiegoś sceptyka było nie tylko dodatkowym bonusem, ale i wzmacniało poczucie jedności grupy oraz poczucie jedności z Bogiem.

Tę ekstatyczną formę życia duchowego widzimy dziś podczas konfliktów narodowościowo-religijnych, gdzie nienawiść otwiera drogę do rozkoszy odbierania życia, dla której nawet warto czasem samemu zginąć. Lęk przed śmiercią łagodzi uczciwa wiara w nagrody pośmiertne, chociaż jeśli się daje poprosić o przysługę dziecko, czy umysłowo chorą kobietę, jest to uważane za rozwiązanie korzystniejsze. (Praktyka stosowana ostatnio chętnie w Iraku.)

Tam jednak, gdzie ład społeczny wspomagany przez sprawną policję nie pozwala na mordowanie bliźnich, interesującą opcją jest walka na modnych barykadach. Tu do najpopularniejszych należy osobliwie pojmowana obrona środowiska, walka z GMO, walka o godność nienarodzonych, walka z wielkim kapitałem, walka przeciw klonowaniu, walka przeciw kupowaniu, walka dostarczająca radosnych emocji robienia razem zadymy, jeśli nie można w majestacie miłości do Boga i ojczyzny nikogo zgwałcić ani podpalić.

Nie wszystkim się jednak chce i wielu ubogaca swoje życie duchowe wiarą we wróżki, jasnowidzów, czy UFO, zaś milcząca większość czerpie pociechę duchową z wiary w magiczną moc pudełeczka z napisem „lek homeopatyczny". Pilnują rytuału, by zażyć je zgodnie z przepisem maga przed lub po jedzeniu, odmierzają starannie kropelki, by nie przedawkować, kolekcjonują opowieści co komu i na co pomogło.

Z bogiem sprawa, kiedy owe „leki" leczyć mają niepokoje albo nawet katar, gorzej kiedy uleczalną dziś chorobę czynią ponownie chorobą śmiertelną. Wówczas pragnienie bycia oszukiwanym zamienia się w zakład Pascala z grabarzem.

Hokus pokus medycyny alternatywnej nie działa, bo nie może działać. Opisywaliśmy na tych łamach zbiorowe samobójstwo grupy belgijskich uczonych, którzy upewniwszy się, że przedawkowanie leków homeopatycznych grozi śmiertelnymi konsekwencjami, zażyli przed kamerami telewizji „śmiertelne" dawki tych leków i nadludzką siłą woli musieli się pilnować, aby nie było widać, że są w stanie spożycia. Oczywiście byli w stanie spożycia, jako, że leki homeopatyczne sporządzane są na słabo rozcieńczonym alkoholu. A przecież rozpuszczanie jest samą kwintesencją homeopatycznej filozofii. Nasz autor, Marcin Kwiek, poświęcił nawet tej kwestii cały poemat, który pozwalam sobie w całości i za zgoda autora zacytować, jako że nic tak nie przybliża nas do racjonalizmu jak ciepły, lekko kpiący uśmiech.

Moja Homeopatia

To było pod koniec grudnia, zaraz przed świętami
Szwagier przyniósł spirytusu, no więc rozrabiamy
Rozrabiamy tak jak zwykle, pół na pół, wiadomo
Dziad tak robił, ojciec robił, tak nas nauczono
Na to żona mówi nagle, że gdzieś przeczytała
Że im bardziej się rozcieńczy, to tym mocniej działa
Ależ skarbie, mówię do niej, jesteś w dużym błędzie
Jak rozcieńczy się za bardzo, nic z tego nie będzie
Ty z nauki nie kpij, mówi, głupiś jest i tyle
Trza rozcieńczyć i potrząsnąć, to zyska na sile!
Fakt, z nauką to na bakier nawet w szkole byłem
Ale żeby rozcieńczone miało większą siłę?
Ty się nie bój, mówi żona, bo głowy uczone
Twierdzą, że woda pamięta, co w niej rozpuszczone
Więc chłopaki do roboty, już za progiem święta
Rozcieńczajcie, będzie więcej, woda zapamięta
No więc, żeśmy rozcieńczali, jak żona radziła
W myśl teorii naukowej — w rozcieńczonym siła
Tak nam sprawnie szła ta praca, że po krótkim czasie
Zapełniliśmy kanister, wannę oraz basen
Lecz gdy przyszedł czas na sprawdzian, straszna rzecz się stała
Wbrew teorii naukowej, … woda zapomniała!
W tym momencie się poczułem kompletnym frajerem
A na święta nam została woda z alzheimerem.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Belgijscy sceptycy popełniają masowe samobójstwo
Zaklinacze wody

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (13)..   


« Pseudonauka, paranauka   (Publikacja: 04-06-2008 )

 Wyślij mailem..   dodajdo      
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej Koraszewski
Były dziennikarz BBC (także wiceszef polskiej sekcji) i współpracownik paryskiej "Kultury". Z Racjonalistą współpracuje od września 2004 r. Zastępca redaktora naczelnego Racjonalisty.
 Strona www autora
 Numer GG: 2098433

 Liczba tekstów na portalu: 388  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 15  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Bieda a religijność
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5913 
Zaloguj jako:  Hasło:   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika