Światopogląd »
Etyka świeckaEtyka świecka kontra religijna
Autor tekstu: Eugeniusz Obarski
Teiści „odbezpieczają
pistolet" na sam dźwięk terminu etyka świecka
Ludzie religijni
(teiści) uważają, iż nie może istnieć żadna prawdziwa, a przede
wszystkim
wartościowa moralność, która nie pochodziłaby z boskiego źródła. Czy
porzuciwszy normatywną, teistyczną, objawioną etykę, a więc — jak
uważają teiści — pochodzącą wprost z nieba, można w ogóle żyć uczciwie, tj. prowadzić etyczne i moralne
życie?
Teiści stawiają powyższe pytanie (na które zbyt łatwo znajdują
odpowiedź!) i powiadają: oczywiście, że nie!
Czy
mają jednak rację, i czy w ogóle mówią prawdę? Uważam, że nie. Z prostej
przyczyny — fakty wykazują bowiem co innego. Otóż mimo „wyjaśniania"
kondycji
ludzkiej mitologiczną fantazją — mitem Adama, Ewy i Węża, straszenia
całych
pokoleń już od dziecka piekłem, szatanem, miłością bożą (objawiającą
się pod
postacią wieczystych mąk w tymże piekle), mimo straszenia z Watykanu kulturą
śmierci [ 1 ], i tym, że
„poza Kościołem nie ma zbawienia", jakoś tak zawsze było, iż istnieli,
istnieją, i zawsze będą istnieć ludzie, którzy dali sobie spokój ze
złudzeniami i „prawdami" teistycznych religii i potrafili prowadzić najzupełniej
etyczne
życie oświeconych mężczyzn i kobiet. Jakoś nie oddali się oni antytezie
życia
katolickiego — „przebrzydłemu" hedonizmowi i amoralności czy też kulturze śmierci, jakoś nie poddali się
oni kościelnej propozycji
„ubogacającej", czyli propozycji ubezwłasnowolnienia własnego rozumu, a wręcz
najlepiej złożenia daniny z niego.
Jak wiemy, istotą kościelnej „rajskiej"
nauki
jest absolutny zakaz wszelkiego
autonomicznego poszukiwania wiedzy etycznej, ponieważ w Biblii stoi
czarno na białym:
najohydniejszym złem jest kosztowanie owoców z drzewa poznania dobra i zła!
Chciałbyś podjąć jakieś swobodne dociekania etyczne? Zamierzasz oprzeć
zasady
etyczne i wartości moralne na własnym autonomicznym, racjonalnym
rozumie, i doświadczeniu? Nic z tych rzeczy — zrezygnuj lepiej z tego, człowieku
(pomoże
ci w tym „miłosna" groźba utraty łaski bożej); oto twój jedynie
uprawniony, i jakże wolny „wybór"! A jednak historia przynosi nam przykłady
nieprzebranej
ilości ludzi, którzy wybrali ową „szatańską" autonomię i życie poza
kościelnym
„rajem", którzy wybrali życie wolne od miazmatów i dławiącego
„miłosnego"
uścisku nieba, piekła (czy też czyśćca) — bo przecież „lepszy na
wolności kąsek
lada jaki, niźli w niewoli przysmaki"… Nawet jeśli są to przysmaki
rajskie,
dodajmy, trzymane na wystawie wprawdzie, ale zakazane. „Obawiam się",
iż tych
ludzi, żyjących poza teistycznym „rajem", będzie coraz więcej. Okazuje
się bowiem
nader często, że można doskonale trzymać się w moralnych ryzach, być
człowiekiem głęboko etycznym, dbającym nie tylko o swoje dobro, ale i o
dobro
innych, a to wszystko bez powoływania się na pozaziemskie,
transcendentalne
absoluty i ich groźby — czytaj: bez chodzenia na pasku księży! Można
bowiem,
nie będąc człowiekiem religijnym, odkryć wystarczającą ilość wartości
moralnych i prawd etycznych, co pozwoli rozkoszować się życiem, mieć szacunek dla
niego,
być życzliwym i pracować też dla innych, mieć poczucie sprawiedliwości, a co
najważniejsze: ze względu na owe „zakazane" wartości widzieć w swoim
życiu
otwierające się możliwości, a przede wszystkim jego sens! I wcale nie
musi nas
zaraz dopadać amoralność, zepsucie i grzech, żadne „demoniczne" zło...
Nie
musimy też wcale być piewcami nihilizmu, popadać w rozpacz. Wręcz
przeciwnie: mamy prawo czuć radość — wyzwoliliśmy się
bowiem z okowów niespójnego kościelnego bajania, jego mitów i baśni!
Przestaliśmy
być łatwowierni! Poznaliśmy prawdę o ludzkiej kondycji i o tych, którzy
na nią
czyhają…
Czy wiara w istnienie Boga jest (i była
kiedykolwiek) gwarancją jakichkolwiek
cnót moralnych? Zdecydowanie nie! W imię Boże popełniono bowiem
masę
okrucieństw i zbrodni! Historia zna przecież całe zastępy najprzeróżniejszych
„wyznawców" i „czcicieli", którzy mimo to (a może i dzięki temu — kto wie?) wiedli
najzupełniej niemoralne życie; rabowali, gwałcili, przelewali ludzką
krew!
Niektórzy z nich zostają nawet świętymi! Taki stan rzeczy oznacza, iż
ustawicznie ponosiły porażkę tak „boskie" nauki moralno-etyczne
głoszone przez
Kościół, jak i on sam, podający się za niepokalaną, „niebiańską"
instytucję o nadprzyrodzonym rodowodzie. Czas więc pozbyć się reformatorskich
złudzeń:
istnieją bowiem instytucje niejako z natury niereformowalne, ukrywające
za
parawanem „objawionych" absolutnych dogmatów jedynie swą prawdziwą
naturę -
tęsknotę za najzwyklejszym, zupełnie ziemskim absolutyzmem. Czy da się
więc
zreformować jakikolwiek absolutyzm? Czyż nie wyłażą zza absolutyzmu
zupełnie
świeckie chciwe i zachłanne demony? Czy uda się zreformować
kiedykolwiek
system, którego początki giną w pomroce dziejów; system powstały we
wczesnej
epoce rozwoju intelektualnego i etycznego ludzkości; system będący
najczęściej
dowodem niezbyt wysokiego poziomu tego rozwoju, system
odzwierciedlający ówczesne
dominujące tradycje moralne jakiegoś archaicznego koczowniczego ludu
(czyli
tradycje „stada", będące przeciwieństwem dążeń jednostki ludzkiej do
poznawczej
autonomii!), system powołujący się na obyczaje i konkluzje i ograniczenia
jakiegoś historycznego plemienia, które zupełnie obce są współczesnemu
człowiekowi? Sądzę, że nie. I próżne starania; nawet Jezusowi -
reformatorowi
judaizmu, pragnącemu wypełnić sztywne, zimne przepisy religijne
człowieczeństwem, sercem — to się nie
udało! Jestem więc przekonany, że naszym
elementarnym obowiązkiem, jako ludzi myślących i wrażliwych etycznie,
jest
bezustanne obcowanie z „drzewem poznania dobra i zła", czyli
posługiwanie się
krytyczną refleksją etyczną i moralną — i to bez ograniczeń wywodzących
się z religijnych systemów przeszłości i ich „uświęconych" tradycji, bez
spętania
obyczajami i zwykłą ludzką inercją myślową. Chodzi o to, by wybrać z tradycji etycznej to, co najlepsze i mądre, a więc weryfikowalne
doświadczeniem; to, co może być pomocnym człowiekowi narzędziem w rozwiązywaniu
aktualnych problemów pluralistycznego świata w którym istnieją
konkurencyjne i przeciwstawne często systemy wartości.
To,
co wybierzemy z etycznej
skarbnicy ludzkości — a mam tu na myśli wysokie wartości moralne i etyczne, nie
musi być ugruntowane w jakichś „zaświatach", a najzupełniej
racjonalnie, czyli
osądzane na podstawie doświadczenia, konsekwencji w naszym życiu. Nie
musi też wcale
być sygnowane kościelnym i teologicznym imprimatur,
czy w ogóle poparciem jakiejkolwiek mniej czy bardziej ortodoksyjnej i fundamentalistycznej religii. Każda z nich bowiem — niestety — bywa
przede
wszystkim rezerwuarem resentymentów, tęsknot za „złotym" czasem
minionym,
ogniskiem nietolerancji (np. wobec alternatywnych stylów życia, a przede
wszystkim wobec nowych wartości i idei), i jako taka zawsze hamować
będzie
wszelkie twórcze innowacje zaczynające się na ogół od rewizji — również
kodeksów moralnych! — czyli od stawiania
pytań.
Niestety,
teiści, ci
więźniowie myślowej inercji, religijnych obyczajów i przyzwyczajeń
nieskażonych głębszą, poważniejszą refleksją, a które to
przyzwyczajenia
stają
się, jak wiemy, „drugą naturą" (w tym wypadku jest to wyniosła
ignorancja
połączona z faryzejskim fanatyzmem) twierdzą natomiast, iż takie
swobodne
stawianie pytań doprowadzi w końcu człowieka do upadku i zguby. Możemy
im więc
podpowiedzieć jedno: rzeczywiście, bracia i siostry, nie
zadawajcie pytań, jeśli nie potraficie poradzić sobie z odpowiedzią. A Aureliusz dorzuciłby jeszcze swoje słynne: „Masz
rozum?
Tak? To dlaczego z niego nie korzystasz?"
Podsumujmy:
to my sami
jesteśmy odpowiedzialni za nasz los. Czyż nie chcemy być „kowalami
własnego
losu"? Gdy uznamy tę prawdę, wówczas czas na wyzbycie się archaicznej
moralności transcendentalnej, z natury biernej i jakże często moralnie
ślepej. Moralność teistyczna jest bowiem w większości swych przejawów nieodpowiedzialna; zbyt często bowiem
powiada
dziecinnie „to nie ja zrobiłem, to diabeł jest winny". Nie jest to ani
racjonalne, ani przede wszystkim uczciwe stawianie sprawy. No cóż,
kiedy rozum
śpi, rodzą się potwory...
Przypisy:
[ 1 ] W kulturze śmierci
zdaje się gustować
raczej jako żywo sam Kościół: na okrągło tylko śmierć i śmierć; śmierć
krzyżowa
i śmierć tzw. męczenników, ofiara z życia, krew i rany, znikoma wartość
tzw.
życia doczesnego, zaś za najbardziej wartościowe uważane jest tu
cierpienie,
łzy, "droga przez mękę", martyrologia; jednym słowem: mroczny obraz
rzeczywistości, a jedyną osłodą miałoby
być tzw. życie pozagrobowe. « Etyka świecka (Publikacja:
19-03-2004 Ostatnia zmiana:
26-08-2004)
| Eugeniusz Obarski Filozof religii, kulturoznawca, wydawca, założyciel i redaktor programowy wydawnictwa Thesaurus-Press (1990-1996), aktualnie reaktywowanego (Thesaurus, Łódź-Wrocław), redaktor programowy byłej "Wiedzy Tajemnej" i Wydawnictwa Wrocławskiego, muzyk (płyty: z M. Grechutą, „Droga za widnokres” – 1972, „Magia obłoków” – 1974; z L. Janerką: „Historia podwodna” – 1986), publicysta, współpracownik wielu pism. Mieszka we Wrocławiu. Liczba tekstów na portalu: 35 Pokaż inne teksty autora Najnowszy tekst autora: Po tej i po tamtej stronie Alfreda Kubina |
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl.
Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie,
bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w
kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.str. 3307